3. W wolnym czasie popierdalam w wodach oceanu, klepię dzieci ogonem po dupskach, a wieczorkami pozwalam mężowi zapłodnić mnie po raz któryś z kolei.

Co mi powiesz, rybko?
Takie oto pytanie widnieje na ekranie mojego komputera od przeszło dwóch minut. Marlena początkowo informowała mnie, że zdarzają się takie rodzynki, które zamiast o wybrankę zaczynają normalną konwersację. A ja, przyzwyczajona do zupełnie innych pytań, siedzę przed tym cholernym monitorem, obracam głową we wszystkie strony i zastanawiam się, co odpisać. Czy to nie dziwne? Odpowiadać na najbardziej skomplikowane kwestie, a na te najprostsze nie umieć udzielić konkretnej odpowiedzi.
Nie jestem żadną rybką.
Nawet nie zdążam odsunąć się nieco od ekranu, a już na pulpicie ponownie miga żółta kopertka.
Szkoda. To w takim razie jak mam do ciebie się zwracać?
Idiotyczne pytanie zadał, a więc i idiotyczną odpowiedź dostanie.
Mów mi wieloryb.
Ach, czyli jednak jakieś pokrewieństwo z istotami morskimi?
A owszem. O ile pożeranie ich na obiad to jakiekolwiek pokrewieństwo.
Hm, no chyba. To czym się zajmujesz, wielorybku?
W wolnym czasie popierdalam w wodach oceanu, klepię dzieci ogonem po dupskach, a wieczorkami pozwalam mężowi zapłodnić mnie po raz któryś z kolei.
I ta wiadomość kończy jakże ambitną rozmowę. Ciekawe, co go odrzuciło. To, że obracam się tylko wokoło jednego tematu czy fakt, że mam zmyślonego męża? Cóż, przynajmniej jeden wybijający się z tłumu natręt z głowy.

Wlekę się po schodach do swojego mieszkania. Kolejny dzień, który kończy się niemiło dla mojego kręgosłupa. Kręgi wręcz błagają o miękką narzutę łóżka, tak samo jak oczy o chociaż chwileczkę snu. Zrzucam buty w korytarzu i kieruję się do sypialni. W myślach nadal huczą  słowa moich dzisiejszych klientów. Prawdziwym ewenementem okazał się facecik po zmianie orientacji z homoseksualnej na hetero, który domagał się takiego samego przypadku, tyle że w wersji damskiej. Prawie pół godziny wkręcałam mu, że niejaka Roksana z naszego katalogu o nieco rozbieganym spojrzeniu w przeszłości bujała się z panienkami, a nie mężczyznami. Opatrzność boska chyba jednak ma mnie w opiece, bo jakimś cudem uwierzył, jednakże już na początku zaznaczył, że złoży skargę, jeżeli go markuję. Cóż, najwyżej kilka stówek z konta zniknie. Firmowe jeansy mogą na mnie poczekać.
Nawet nie ściągam z siebie nieco przepoconych ubrań, tylko machinalnie rzucam się na łóżko. Wiercę się we wszystkie strony, wierzgam nogami jak koń, gniotę prześcieradło. Jednakże w końcu zasypiam. I to nie sama. Bo we śnie nawiedza mnie ten, którym zachwycałam się przez kilka ostatnich dni. Nawiedza mnie Michał.

~*~
Murzyńska ciemność za oknem, wiatr potężnie wygina okoliczne drzewa, deszcz po raz trzeci dzisiejszego dnia wystukuje swoje własne melodie i tworzy mozaiki na oknach. Właśnie w takich okolicznościach przesiaduję u Michała Kubiaka, nie kwapiąc się do opuszczenia jego mieszkania. Tak cholernie miło zagłębić tyłek w mięciutkiej kanapie i popijać kawę z mlekiem przygotowaną przez Monikę.
Po raz kolejny przysysam usta do filiżanki i pociągam łyk kofeinowego napoju. Obserwuję, jak szatyn i brunetka kolebią się przy szybie, przerywając tę błogą chwilę czułym pocałunkiem. Za każdym razem, kiedy ich wargi dzielą milimetry, odwracam wzrok. Takie widoki to nóż nie tylko dla mojego serca, ale i oczu. Bo tak samo robiłem ja, kiedy miałem jeszcze Milenę przy sobie. Tak samo ją obejmowałem, tak samo kołysałem się z nią w rytmie uderzającej o parapet wody, tak samo ją całowałem. A teraz przyszło mi napawać się czymś takim tylko wzrokowo, bez fizycznych aspektów.
- Michaś, wszystko w porządku? – brunetka zabiera naczynie z mojej dłoni i patrzy mi głęboko w oczy.
Nie wytrzymuję tak przenikliwego spojrzenia i machinalnie kieruję swoje ciemne tęczówki na ścianę. Ścianę, na której goszczą wszelkie medale Kubiaka.
- Nic nie jest w porządku – bąkam cichutko. – Czuję, jak ucieka ze mnie całe życie, cały entuzjazm.
- Ciągle rozpamiętujesz jej odejście?
Kiwam jedynie głową na potwierdzenie jej pytania.
- Michał, tak nie można – do rozmowy dołącza przyjmujący śląskiej drużyny. – Mileny nie ma tu już od przeszło miesiąca, a ty na okrągło zachowujesz się, jakby zostawiła cię wczorajszego wieczoru. Nie rozdrapuj gojących się ran, nie syp na nie soli. Naucz się żyć bez niej. Rozstanie to nie koniec świata.
- Łatwo ci mówić – fukam, wbijając wzrok w wyglancowaną podłogę. – To nie ciebie kobieta zostawiła bez żadnego powodu, przez zwyczajną ironię losu. To nie ty kłóciłeś się z nią, a raczej to ona kłóciła się z tobą, kiedy ty siedziałeś z miną zbitego psa, przez pół wieczora. Nawet nie pozwoliła mi się wytłumaczyć. Tak po prostu spakowała wszystko i odeszła.
- I rozpaczasz nad dziewczyną, która pokazała swoim zachowaniem, że w ogóle ci nie ufa? Chłopie, tu nie ma czego żałować, nad czym się rozklejać! Życie toczy się dalej, a ty musisz wraz z nim. Zobaczysz, znajdziesz taką, która zastąpi ci Włoszkę w stu procentach.
- Nie – odpowiadam automatycznie – Nie będzie takiej.
- Niby dlaczego?
- Bo żadnej nie pokocham tak, jak kochałem, i nadal kocham, Milenę.
Podnoszę się z kubiakowej sofy, zakładam buty i wychodzę bez słowa pożegnania. Zostawiam ich z natłokiem pytań, które z pewnością chcieliby mi zadać. I na które za żadne skarby świata nie potrafiłbym, lub raczej nie chciałbym, udzielić odpowiedzi.

***
Hm, dzisiaj tak mdło i króciutko. Nic nowego.
Powiem tak – nie lubię początkowych rozdziałów tego opowiadania.

A, jeżeli kogoś by to interesowało – Kubiak dosyć często będzie tu drugoplanową postacią. Nie martw się, czytelniczko, żadnych ballad w stosunku do niego nie będzie. :)

Genetykę mam już wszędzie. W łóżku, na biurku, między książkami, w łazience, na blacie kuchennym. Szkoda tylko, że nie w głowie.

Chcę już Jastrzębie w Bydgoszczy.

justberry, Michał nie jest zarejestrowany w biurze. Marlena i Weronika przeglądały taką normalną gazetę, a nie magazyn Nieplatonicznych. :3