5. Mitologiczna Helena to przy pani siostra Shreka.

Zwykle nie mam problemu z patrzeniem ludziom w oczy, a zwłaszcza facetom. To tylko dwa białka wsadzone do gałki ocznej z dokładką źrenic, tęczówek i spojówek. Jednakże weź tu, kobieto, spojrzyj w ślepia o odcieniu oceanu, na dodatek należące do mężczyzny, który w tym momencie powinien zażywać kąpieli ze swoim haremem, a nie siedzieć w biurze matrymonialnym.
- Zacznijmy od początku – mój głos drży bardziej niż okna w auli operowej. – Jak powinna wyglądać kandydatka?
- Duże, czekoladowe oczy, ciemne, falujące włosy, zgrabny nosek i oliwkowa cera. Najlepiej kopia pani, choć może być oryginał – uśmiecha się filuternie, odgarniając kosmyki kruczoczarnych włosów zasłaniające mu widok.
Czuję, jak na moje policzki wpływa rumieniec. Nikt ze mną nie flirtował od, o ile pamięć mnie nie zwodzi, przyjazdu do Jastrzębia.
- Aktualnie nie mamy kobiet o pańskich wymaganiach.
- Jak to nie? – oburza się ze śmiechem. – To pani jest jakąś zjawą, aniołem, który spadł ze sklepienia?
- Mnie oferta nie obejmuje, drogi panie – uśmiecham się niewinnie, lustrując jego zadbane dłonie.
- Dla takiej kobiety jestem gotów naruszyć wszelkie zasady pracy i regulaminy – delikatnie masuje mój serdeczny palec. A ja? A ja nadal tonę w jego oczach, blokując tym samym kobiecą, alarmową lampkę w głowie.
- Mitologiczna Helena to przy pani siostra Shreka – na jego twarz wpływa zawadiacki uśmiech. Uśmiech, który kompletnie niszczy moje logiczne myślenie i wszelkie szare komórki.
- Niechże pan przestanie – szepczę, walcząc z czerwoną i piekącą od gorąca twarzą.
- Dlaczego? Ktoś taki jak pani zasługuje na tyle komplementów.
Wpatruję się w blat biurka, przymykając powieki. Tylko chwila lustrowania owego kawałka drewna wystarcza, aby niesamowity brunet zniknął z mojego pola widzenia. I to nie dobrowolnie. Kroczy, a raczej truchta, tuż za szybą, jakby goniony przez niecenzuralne słowa, sypiące się jak łupież, z ust Marleny.
- Weronika, gdzie ty masz oczy?! – naskakuje na mnie. W międzyczasie opiera się o ścianę, starając się unormować oddech.
- Ale o co ci chodzi?
- Jak mogłaś go tu wpuścić? Ba, jak ty w ogóle mogłaś patrzeć mu w te cholerne ślepia?!
- Skoro miał nieziemski kolor tęczówek to chyba logiczne, że mogłam, a wręcz musiałam w nie spojrzeć? – odpowiadam pytaniem na pytanie.
Lena uderza się dłonią w sam środek czoła, w następstwie zjeżdżając nią na twarz.
- Ciesz się, że akurat weszłam do biura i widziałam, że tu siedzi! Prawie dałaś się zbajerować okolicznemu alfonsowi!
Moje oczy machinalnie robią się okrągłe jak spodki filiżanek.
- Komu? – jąkam, nadal trawiąc słowa dziewczyny.
- Szefowi tych prostytutek, co stoją koło najbliższej autostrady. Możesz wierzyć mi lub nie, ale większość z nich to panny posiadające dom, dzieci, dobrze wykształcone.Ten fagas po prostu owinął je sobie wokół palca. Ilość takich kobiet jest mniej więcej równa ilości dzieciaków ze szkoły naprzeciwko naszego biura. 

~*~

Trzy brunetki, dwie blondynki i jedna ruda. Z każdą z nich zamieniłem chociażby słowo, każdej z nich postawiłem niebieskiego drinka, z każdą z nich bujałem się po parkiecie chociażby przez jedną piosenkę. I żadna z tej szóstki nie spełniła moich oczekiwań. Owszem, z wyglądu pierwsza klasa, jednak charakter równie zabrudzony co moje skarpetki leżące w bębnie pralki. Porozmawiać o czymś naturalnym, niekrążącym wokół tematów tabu? Mowy nie ma. Tylko seks, seks, i jeszcze raz seks.
Siadam przy barze, kiwając palcem na barmana. Już po chwili sączę piwo z kufla, rozglądając się dokoła. W klubie przeważa ilość kobiet nad mężczyznami. Wirują po parkiecie jak w transie. Ich roznegliżowane ciała zdobią kropelki potu. Ocierają się o siebie, perwersyjnie muskają nawzajem swoje ciała. W całości oddają się tańcu. Tańcu przepełnionemu erotyzmowi. 
- I jak tam? – podbija do mnie Kubiak, biorąc kilka łyków bursztynowego napoju z mojego kufla. – Znalazłeś już jakąś fajną dziunię?
- Błagam cię, nie mów tak o dziewczynach, to irytuje – warczę, wyrywając mu piwo z dłoni. – Nie, nie znalazłem.
- Kpisz sobie ze mnie, prawda? – mruga ze zdwojoną szybkością. – Przecież widziałem, jak krążyłeś z kilkoma kobietami. Swoją drogą, ty to masz gust, stary. Wybrałeś takie, które sam chętnie zaciągnąłbym do łóżka, gdybym nie szalał za Moniką.
- Wiesz co, Michał? Jesteś prymitywny – fukam, podnosząc tyłek z taboretu.
Przepycham się przez tłum dziewczyn o intensywnych zapachach różnorodnych perfum. Posyłam niewinny uśmiech każdej, która wykonuje w moją stronę jakikolwiek gest. Wyskakuję z klubu na świeże powietrze. Zimny wiatr uderza w mnie całą siłą, miętosząc lekką koszulkę. Pieści moją twarz, na którą po chwili wpływają dwa rumieńce wywołane chłodem. Porządnie zaciągam się lodowatym powietrzem. Bo tylko tu, na zewnątrz, mogę na spokojnie uporządkować swoje myśli. Bo tylko tu mózg daje mi do zrozumienia, że wymarzonej kobiety w tym wyuzdanym miejscu nie znajdę. 

***
Coraz krótsze te rozdziały. Może to i dobrze?
Przykro mi, ale ich spotkania tak szybko w planach nie miałam. :)

Michałowe szarże czas zacząć.
Tylko ciągle nie wiem, czy dać tu szczęśliwe zakończenie.
Hm, zobaczymy. 

Powyrywam sobie wszystkie włosy z głowy, całkowicie obgryzę paznokcie. A to wszystko przez Resovię.

Anonimie, Monika tam była potrzebna, aby Kubiak nie zaczął się dobierać do panienek. :3