4. Na seks pozostawiam jakieś dwadzieścia minut, o ile pan w czasie stosunku nie wylinieje.

- Proszę pani, powtarzam to już piąty raz! Mam słabość do blondynek, a pani wymachuje mi przed nosem urodziwymi brunetkami!
I tak połowa z tych jasnowłosych piękności naturalnie miała ciemne włosy, dopowiadam sobie w myślach, jednakże zaciskam zęby i przerzucam na tę bardziej przerzedzoną część magazynu.
- No, wreszcie jakieś konkrety! Wzrost, waga, cechy charakteru, hobby, wykształcenie… A takich informacji jak rozmiar miseczki biustonosza czy ilość godzin do przeznaczenia na małe figo fago nie macie?
- Takie bardziej prywatne aspekty dopiero po poznaniu.
- A tak na oko? Jak pani myśli?
Uważnie przyglądam się niebieskookiej blondynce. Ma co chować pod bluzką, tego zarzucić jej nie można.
- Obstawiam, że miseczka C.
- A ta ilość godzin?
Spoglądam na faceta z ukosa. Nie zdziwiłabym się, gdyby nasza Pamela w ogóle nie zechciała gnieździć się w jego łóżku. Z buźki nawet sympatyczny, co najwyżej ta obwisła skóra może odstraszyć.
- Na seks pozostawiam jakieś dwadzieścia minut, o ile pan w czasie stosunku nie wylinieje.

Zaliczam trzysta sześćdziesiąt stopni wkoło własnej osi na obrotowym krześle, w międzyczasie popijając już nieco chłodną herbatę. Brak natrętnych klientów, którzy myślą, że nasze dziewczyny wyciągamy żywcem z mitologii, brak wiadomości, zarówno tych na temat, jak i z dwuznacznymi propozycjami, brak zalatania. Jednym słowem – fajrancik.
- Wera! – tę jakże błogą ciszę przerywa Marlena, ładując się do biura. Swoją drogą, cholernie śmiesznie wygląda to jej szamotanie się z drzwiami w stanie błogosławionym. – Dwóch klientów skarżyło się na ciebie!
- Taak? A to z jakiej racji?
- A z takiej, że nie dajesz im samodzielnie wybrać kobiety! Wręcz przeciwnie, oczerniasz te, którymi się interesują i zachęcasz do tych, które w twoim guście do nich pasują. Tak nie można!
- Przepraszam, ale czy to nie ty zbluzgałaś na początku tę kościstą panienkę?
Czerwieni się jak piwonia, wbijając wzrok w parkiet.
- To była zupełnie inna historia – bąka pod nosem. – Ten facet to kolega mojej mamy, nie chciałam, żeby zdecydował się na byle kogo. Wracając do głównego tematu – przeginasz, i to ostro.
- Posłuchaj! – zbyt energicznie kładę kubek z herbatą na stoliku, gdyż część napoju znajduje się na blacie, a nie w naczyniu. – Nie robię tego, bo mam taki kaprys. Nie chcę, aby nasze dziewczyny cieszyły się zainteresowaniem ze względu na obfity biust czy kształtną pupę. Nie chcę, aby ci wszyscy mężczyźni kierowali się wyłącznie seksem, wyłącznie korzyściami fizycznymi. Oni mają znaleźć tu miłość, bratnią duszę, a nie lalkę do dmuchania!
- I tylko dlatego starszym przedstawicielom płci brzydkiej proponujesz kobiety przed okresem menopauzy?
- Nie patrzę tylko i wyłącznie na wiek. Patrzę na zainteresowania, na to, co daną osobę najbardziej zachęca. Nie wciskam im byle jakiej panienki. Proponuję taką, która będzie dzieliła z nim pasję, taką, z którą będzie mógł się zestarzeć.
- Dlaczego?
Wzdycham, przykładając chusteczkę do mokrego blatu.
- Bo nie chcę, aby ludzie popełniali te same błędy co ja.

~*~
Siedzę na parapecie, w jednej ręce trzymając butelkę wytrawnego wina, w drugiej nasze wspólne zdjęcie. Analizuję to, co ostatnio działo się w moim życiu i śmieję się pod nosem. Sam z siebie. Zamiast zakopać przeszłość za sobą, rozgrzebywałem ją na okrągło. Zamiast starać się zapomnieć, ułożyć sobie życie na nowo, bez niej w otoczeniu, wmawiałem sobie, że inaczej nie potrafię. Jakby to ona była moim mózgiem, sercem czy płucem. Jakbym bez niej nie umiał funkcjonować. Michał, Matteo, Monika, ojciec i matka. Oni wszyscy mieli od początku tę cholerną rację. Rację, której ja nie potrafiłem przyjąć do świadomości. Zachowywałem się jak moja świętej pamięci babka przed okresem, jak kobieta w ciąży. Raz rozklejający się na każdym kroku, raz dzielnie trzymający się swojego wygórowanego świata. Nadszedł czas, aby zakończyć ten pełen melancholii miesiąc, aby odizolować się od przeszłości.
Narząd pompujący krew nie buntuje się, kiedy pakuję fotografie i przedmioty, które miałem zamiar jej dać, do kartonu. Nie krzyczy z żalu, kiedy wrzucam do kominka uchowaną pod łóżkiem bieliznę. Nie krwawi, kiedy wyciągam z ramki tak często oblegane zdjęcie i z szelestem przedzieram je na pół. Tym razem stoi po mojej stronie. Stronie, która postanawia zacząć wszystko od początku.
Załadowany karton ląduje w ciemnej i śmierdzącej stęchlizną piwnicy. Idealnie komponuje się ze stertą rozklekotanych książek. Dopiero dotarcie z powrotem do mieszkania uświadamia mi, jakie kajdany zdjąłem ze swych rąk i nóg, jaki sznur zerwałem ze swej szyi. Dopiero dotarcie do moich czterech ścian daje mi do zrozumienia, że znów jestem wolnym ptakiem. Bez uzależnienia w postaci Mileny.
- Michał, pierdolnął cię ktoś kiedyś, najlepiej między nogi?! Po co dzwonisz o tak późnej porze? – oburzenie w głosie Kubiaka da się wyczuć na kilometr.
- Wybacz za zakłócanie spokoju, ale mam coś ważnego do przekazania.
- Mianowicie?
- Jutro wieczorem spotykamy się w Hell. Weź Monikę.
- Czekaj, czekaj, czy ty…? – nie pozwalam mu dokończyć.
- Tak, chłopie. Stary dobry Łasko wraca do gry i musi się wyszumieć.

***
No, mam nadzieję, że choć trochę sprostałam oczekiwaniom. W końcu miał być Michał szukający kobiety, a nie Michał rozklejający się nad stratą Mileny. :)

Mnóstwo zaliczeń na mnie czeka, także trzymajcie kciuki! Sesja to zło, najgorsze z możliwych. Kiedy już uda mi się wszystko opanować, wystartuję z Kadziewiczem. No, i może z kontrastowymi.

Resovio, nie mam pytań. Wór pokutny na głowę i za Podkarpacie! Czy ta falująca forma nigdy się nie skończy?

XYZ - a co mi tam. Dwadzieścia jeden. ;)
yuki, w Bydgoszczy. Zrobię sobie taki mały prezencik urodzinowy. ;)

Patex, misiaczku, stwierdzam, że nikt nie prowadzi tak pojebanych rozmów przez gadu, jak my. ♥