- Kto to był? - z natłoku myśli wyrywa mnie pytanie Włoszki. Na jej twarzy nie ma już gigantycznego uśmiechu, a w oczach nie hulają iskierki szczęścia. Radość zastąpił niepokój.
- Moja dobra koleżanka. Bardzo dobra - nie wiem, czy mówię to dla sprowokowania, czy dla oświecenia.
Spodziewam się rozmaitych reakcji ze strony byłej dziewczyny. Wrzasków jak sprzed kilkunastu tygodni, jakiegoś wazonu lądującego z łoskotem na podłodze, wszystkiego. Ale nie ponownego wykwitu wesołości na jej twarzy i wzruszenia ramionami.
- To nic - delikatnie klepie mnie po policzku. - Przecież nawet to jest do wybaczenia.
- Tyle że ja ci twoich grzechów nie wybaczyłem.
Walizka, którą chciała wtaszczyć do naszej wspólnej sypialni, ląduje z powrotem na panelach. Topi we mnie swoje czekoladowe spojrzenie i ani śni odwrócić wzrok. Chociaż na momencik. Jeszcze bardziej wszystko utrudnia.
- O czym ty mówisz? Jakie grzechy?
- Milena - kręcę jedynie głową z dezaprobatą. - Proszę cię, opuść to mieszkanie.
Wyrazu jej twarzy nie da się opisać słowami. Wypalanie na skórze jakiś egipskich hieroglifów? Kastrowanie kota na jej oczach? Nawet takie sytuacje nie oddają miny, która wkradła się na jej lico.
- Michaś - próbuje ponownie musnąć mnie dłonią, ale odsuwam się o kilka centymetrów. - Powiedz mi, dlaczego? Co ja takiego zrobiłam? Wiem, powinnam najpierw zapytać, kim jest ta dziewczyna, ale to zdjęcie nie pozwoliło mi logicznie myśleć.
- Nie interesuję mnie, co hulało w twojej głowie. Interesuję mnie to, co pokazałaś mi osobiście. Pokazałaś mi, że w ogóle nie ufasz, że żadna chwila swobody nie będzie z twojej strony tolerowana. Mila, ja tak nie mogę.
Zaciska wargi. Walczy z wybuchem płaczu, widzę to po jej szklących się oczach. Kilka tygodni wcześniej z pewnością zreflektowałbym się w zarzutach, przytulił do piersi i zanurzył palce w jej gęstych włosach. A teraz? Teraz czuję zupełną obojętność.
- Mogę ci zadać jedno pytanie? - jej głos jest niezwykle chrapliwy.
- Pytaj.
- Kochasz mnie jeszcze?
Konsternacja. Tylko tyle mogę powiedzieć na temat tego, co dzieje się w mojej głowie. Przebiegają tysiące myśli związanych z Włoszką, przebiegają wspólne chwile, wakacje, rozterki. Ale wraz z tym przebiega również i miłość. Czuję, jak niewidzialne kajdany całkowicie uwalniają moje ręce i nogi. Czuję, że już całkowicie uwolniłem się od uzależnienia w postaci brunetki.
- Nie, Milena. Już nie.
- A ją kochasz? - tą kwestią kompletnie zbija mnie z pantałyku. - Tą, która była u ciebie przed moim przybyciem?
- Nie wiem - odpowiadam jak z automatu.
- To się dowiedz. Niech przynajmniej ona będzie szczęśliwa. A ty nie popełniaj tego samego błędu co ja. Ratuj to, o co warto walczyć.
~*~
W błyskawicznym tempie wrzucam wszystkie ubrania i przedmioty, które udało mi się uzbierać podczas pobytu w Jastrzębiu. Upycham plątaninę rzeczy materialnych do walizek, usilnie starając się je zapiąć. Uciekam, ponownie. Nie potrafię z detalami wyjaśnić, dlaczego to robię. Jednak z pewnością punktem kulminacyjnym owego zwiewania jest Michał. Zaufałam mu, liczyłam na coś więcej, myślałam, że w końcu trafiłam na kogoś, kto chce zbudować coś dłuższego, trwalszego. Niestety, pomyliłam się po raz kolejny. Dlaczego muszę trafiać na takich, którzy nie rozumieją kobiecych potrzeb? Dlaczego muszę trafiać na takich, którzy traktują przedstawicielkę płci żeńskiej jak zabawkę, którą w każdej chwili mogą wymienić na lepszy model? Czy mam na plecach przyklejoną kartkę z napisem Dziewczyna na minutkę? Czy to takie skomplikowane ze strony Boga, aby podłożyć mi takiego, który rzeczywiście będzie wart mojej uwagi? Najwidoczniej. Najwidoczniej jestem pazerną pomyłką losu, popychadłem, które w każdej chwili można ograniczyć, i to w każdej sprawie. Najwidoczniej nie jest mi dane żyć tak jak połowie społeczeństwa.Dzwonek do drzwi roznosi się po całym mieszkaniu. Pewna, że to Marlena wraz z moimi rzeczami z biura, automatycznie pociągam za klamkę. Po raz kolejny popełniam kategoryczny błąd. Bo za frontem wcale nie ma mojej współpracowniczki. Bynajmniej. To nawet nie jest kobieta. To Michał.
- Nie mam czasu na rozmowę, właśnie się wypro... - nie daje mi dokończyć. Przysysa się do moich warg i delikatnie je przygryza. A ja? Nawet nie mam siły go odepchnąć, już nie wspominając o ochocie.
- Po co to zrobiłeś? - pytam zdezorientowana. - Chciałeś sam sobie udowodnić, że możesz oczarować każdą? Wobec tego gratulacje, udało ci się.
- Dobrze wiesz, że to nie tak.
- A jak? Przyjechałeś tu tylko po to, aby oznajmić mi, że wracasz do Mileny, a w międzyczasie skorzystałeś z okazji i po raz kolejny mnie pocałowałeś?
- Wyrzuciłem Milenę.
Mrugam ze zdwojoną szybkością, analizując to, co mi przed chwilą powiedział. I jakoś nie potrafię tego logicznie uporządkować.
- Dlaczego?
- Bo to nie o niej myślę każdego poranka, bo to nie ona zaprząta każdą myśl w mojej głowie, bo to nie ona w pewien sposób odciąga mnie od siatkówki, bo to nie ona jest dla mnie wszystkim.
- A kto? - stać mnie tylko na pytanie retoryczne.
- Ty, Weroniko. Nie wiem, czy to miłość, czy zauroczenie, ale wiedz jedno. Wariuję przy tobie i chcę spróbować. Chcę spróbować wegetować przy tobie już do końca.
Milczę. Jego słowa jakby sparaliżowały moje struny głosowe. Z zewnątrz jestem głazem, ale wewnątrz rozsadza mnie hiperboliczna radość. Radość na wieść o tym, że w końcu jakiemuś facetowi zależy na mnie w innej formie niż tylko łóżkowej.
- A zabierzesz mnie do Włoch?
Odgarnia kępkę włosów z mojego policzka.
- Pokażę ci Włochy, o których nigdy ci się jeszcze nie śniło.
***
No to ten, koniec. Koniec historii Michała i Weroniki.Będę tęsknić za tą historią? Jak za każdą. Bo każda zawiera w sobie cząstkę mnie, chociażby taką malutką.
Dziękuję tym, które trwały tu ze mną od początku, dziękuję tym, które nadrabiały i po czasie również śledziły los tej pary, dziękuję wszystkim czytającym. Nawet nie wiecie, jaką sprawia przyjemność fakt, że tyle osób można zgromadzić poprzez zwykłe bazgranie pierdołów. A to cieszy, tak cholernie.
Przechodziłam rozmaite perypetie z tym opowiadaniem, świrowałam z regularnością, zmieniałam fabułę, przestawiałam fakty. Niemniej jednak cieszę się, że po raz kolejny udało mi się dotrzeć do końca.
A jeżeli komuś się nie znudziłam, tak jak i moje ciągłe marudzenie, to zapraszam na historię Lukrecji i Łukasza, o tutaj. Postaram się ją skończyć, mimo iż marnie odbije się to na moim zdrowiu i psychice.
Jeszcze raz dziękuję, za wszystko. :*